Dołącz do naszego forum
I kiedy tak patrzy się na panów obwiązanych modnymi szaliczkami, w okularach zerówkach za to w gigantycznych ramkach pastelowych kolorów czy z błyszczykami do ust sprowadzanymi z Ameryki za ciężkie pieniądze, można zastanowić, gdzie się podział archetyp samca. Mężczyzny nie tyle brudnego - bynajmniej! Ale mężczyzny, dla którego zadbany wygląd nie stanowi największego priorytetu w życiu. Mężczyzny, który spośród kosmetyków pielęgnacyjnych używa tylko mydła, a zamiast wlepiać nos w różowe koszulki na wystawach odzieżowych sieciówek woli zatrzymać się przed witryną np. Media-Markt i obejrzeć fragment transmitowanego właśnie meczu.
Viktor&Rolf Spicebomb
Niezbyt płynnie przechodząc teraz do kwestii perfum, a to o nich - w dziale nomen omen perfumy wypada chyba pisać - tu także zaobserwować można swoisty zanik męskości. Jasne - zmienia się moda. Ale czy to doprawdy oznacza, że każdy facet pachnieć ma konwaliami i migdałami? Niekoniecznie. Viktor&Rolf przychodzi z odsieczą mężczyznom, którzy niezbyt dobrze odnajdują się w dzisiejszej wysublimowanej, wymuskanej rzeczywistości.
Spokojnie jak na wojnie
Drzewno-korzenna kompozycja Viktor&Rolf Spicebomb to swoisty powrót do przeszłości - męski zapach, męski flakon, żadnych błyszczyków, szaliczków bądź arafatek. Ostre, męskie nuty wetywerii, cynamonu, zielonego jabłka, różowego pieprzu i tabaki to gwarancja czegoś, czego już dawno nie było. Flakon z kolei imituje ręczny granat wybuchowy, a czy jest coś jeszcze bardziej męskiego niż wojna? I coś, czego dzisiejsi metroseksualiści brzydziliby się bardziej?
Viktor&Rolf Spicebomb to perfumy dla mężczyzn, którzy nigdy nie mdleją na widok krwi. Są silni i odważni, a przy pomocy zwykłego lustra zdołaliby upiec kurczaka lub spalić pół Afryki. I takich perfum nam trzeba - zapachów, które nie pozostawiają wątpliwości odnośnie tego, do jakiej płci są adresowane. W sklepach już na początku 2012 roku.



