Dołącz do naszego forum
Michel Germain nie jest w świecie perfum nowicjuszem, swoją obecność Kanadyjczyk zaznaczył bowiem już w 1994 roku. Wtedy też zadebiutował damską kompozycją Sexual. Nie przyniosła mu jednak szczególnej sławy, niemniej jednak raz obranej konwencji trzyma się w dalszym ciągu. Zatem – nie przedłużając – wypada zacząć od propozycji dla pań.
Bo jesteś piękna
Różowa pękata buteleczka Sexual Fresh zawiera w sobie kwiatowo-owocowy standard. Nuty grejpfruta i bergamotki wzbogacone zostały dość nietypowym dodatkiem kardamonu i imbiru, co mimo wszystko nieco odmienia charakter kompozycji. Środek powierzono zestawieniu peonii, magnolii, herbaty i jaśminu, podstawę z kolei – piżmu, ambrze i akcentom drzewa sandałowego. Efekt jest rzeczywiście świeży, choć trudno byłoby określić go mianem szczególnie ujmującego. Prosty, może się podobać. Na wysublimowane wrażenia artystyczne nie ma jednak co liczyć. A jak jest w wypadku męskiej propozycji Germain na 2011 rok?
Pod osłoną nocy
Równie pękata buteleczka w granatowym kolorze – czyżby mniej bądź bardziej świadome nawiązanie do Obsession Calvina Kleina? Wewnątrz aromatyczno-paprociowa kompozycja, która w interesujący sposób rozwija się z czasem. Na początku delikatnie – za sprawą górnej linii złożonej z nut mandarynki, pomarańczy, bergamotki i neroli. Odświeżająco, ale subtelnie. Bazylia, szałwia, geranium i jaśmin – w części środkowej – nadają Sexual Nights głębi, którą elegancko wykańcza podstawa, a więc ekskluzywny wyciąg z korzenia irysa z towarzyszeniem bobu Tonka, cedru i drzewa sandałowego.
Obie propozycje Michela Germain wydają się interesujące, ale infantylna wręcz nazwa nie dodaje im uroku. A szkoda – gdyby nie ona, być może Sexual Fresh i Nights zostałyby cieplej przyjęte na rynku. Podobnie jak poprzednie perfumy Kanadyjczyka, o których – między Bogiem a prawdą – mało kto w ogóle słyszał.



