Dołącz do naszego forum
To jednak temu pierwszemu - mitycznemu herosowi - Lorenzo Villoresi zdecydował się zadedykować nowe perfumy. Może na nową drogę życia Greków? W każdym razie propozycja ta - Anno Domini 2011 - skierowana jest zarówno w stronę kobiet, jak i mężczyzn. Tak panie, jak i panowie rozkoszować mogą się drzewno-kwiatowo-piżmowym aromatem, który - co nietypowe w wypadku perfum unisex - naprawdę zasługuje na uwagę i liczne pochlebstwa.
Klasyka i starożytność
Nie silono się tym razem na wyprzedzanie czasu, kreowanie mody czy schlebianie szeroko rozumianej lekkości. Lorenzo Villoresi Theseus to zapach, choć orzeźwiający, to na swój sposób wdzięczny i głęboki. Jakby to właśnie w nim ukryta była starożytna mądrość jednej z najwspanialszych kultur dawnych czasów. Ciepły aromat, stonowany w klasycznym stylu i niewątpliwie urzekający. Rzadkość wśród dzisiejszych kompozycji.
Formalnie
A skoro już o kompozycji mowa, to ta, na której opiera się Theseus, złożona jest przede wszystkim z interesującego połączenia nut czarnego pieprzu, gałki muszkatołowej, szałwii, bergamotki oraz cytrusów w pierwszej linii. Otwarcie ustępuje z kolei sercu - paczuli, labdanum, jaśminowi, irysowi i wetywerii. Całości dzieła dopełniają nuty skóry, bobu Tonka, ambry i piżma.
Z czystym sumieniem Lorenzo Villoresi Theseus można polecić. Podobnie jak i pozostałe (choć, rzecz jasna, nie wszystkie) kompozycje założonej w 1990 roku włoskiej firmy, której popularność być może pozostawia nieco do życzenia. Ale to nawet lepiej - trudniej będzie dzięki temu spotkać na ulicy drugą osobę, która zakocha się w Theseus. A czyż to właśnie nie o oryginalność najtrudniej w dzisiejszym, "zarażonym masami" świecie?



