Dołącz do naszego forum
Duch końca świata
Wizja końca świata to jedna z "najprzyjemniejszych" przepowiedni, jakie można usłyszeć. Nic dziwnego zatem, że wielu wizjonerów (od siedmiu boleści) właśnie ten trop upodobało sobie najbardziej. Majowie, Baba Vanga, a co dopiero Nostradamus, który z zapowiadania końca świata uczynił hobby. Na szybką (a przynajmniej następującą w wyznaczonym terminie) zagładę nie ma jednak co liczyć. Pod warunkiem oczywiście, że oczekujemy zagłady ostatecznej, żadnych półśrodków, czy "bomb z opóźnionym zapłonem". Istnieniu świata - póki co - bezpośrednio nie zagraża nic poważnego. Co innego kulturze.
Mówi się, że wraz z powstaniem tzw. kultury masowej upadły wszystkie wartości. Trudno się nie zgodzić, choć może to nazbyt ogólne postawienie sprawy. Ambitne kino uległo produkcji rozrywkowej, prawdziwa muzyka wyginęła z końcem lat osiemdziesiątych, a perfumy? perfumy - bo to o nich przecież ma być mowa - z godną podziwu konsekwencją podążają przetartym szlakiem komercji.
Duch zapomnianego artysty
Czasy zmieniają się nieubłaganie. Można nad tym ubolewać, można się denerwować. Nic jednak nie cofnie tego, co zaszło. Nikt nie jest w stanie przywrócić sztuki dawnych czasów, pełnej artystycznych wartości, nieskażonej komercją i pędem ku popularności. Niestety kultura masowa pochłonęła również perfumy. Warto zwrócić uwagę na wiek kompozycji. Znaleźć można zaledwie kilka zapachów, które liczą sobie ponad dwadzieścia lat. Większość z nich wyparta została przez nowości, które jak szybko się pojawiły, tak szybko zginą w zapomnieniu. Tylko dlaczego tak się dzieje?
Najistotniejszą przyczyną jest upowszechnienie się stosowania perfum. Dawniej przywilej elit, dworu, władców, dzisiaj dostępne są niemal dla wszystkich. W ramach naturalnej konsekwencji okazało się, że wraz ze zmianą odbiorcy, zmieniły się również gusta. W czasach, gdy z perfum korzysta niemal każdy, zapachy straciły swoją artystyczną wartość. Już nie stanowią dzieł sztuki, a jedynie jeden z wielu elementów codzienności.
Duch kapitalizmu
Jako produkt przeznaczony dla masowego odbiorcy, perfumy zmuszone zostały schlebiać bardzo przeciętnym gustom. Trudno zatem się dziwić, że większość nowych kompozycji jest "lekka, łatwa i przyjemna", bowiem tylko taka ma szanse osiągnąć marketingowy sukces. To, co spotkało zapachy Armaniego, Bossa, Kleina, Givenchy, Escady, a ostatnio nawet i Chanel, na szczęście nie dotknęło jednak wszystkich. Wciąż istnieją wytwórcy, którzy za nic mają modę i trendy. To prawdziwi Artyści, którzy dla sztuki poświęcili blask sławy i pieniędzy.
Duch imperium
Istnieją wciąż perfumy, po których otwarciu nie da się poczuć typowych kwiatowych bądź orzeźwiających aromatów. To zapachy, które mają w sobie zaklętą duszę. Duszę przeszłości. Na szczególną uwagę zasługuje Marc-Antonio Corticchiato i jego Parfum d'Empire.
Kim jest Corticchiato? Prawdopodobnie drugim co do wielkości Korsykaninem w historii. Zaraz po Napoleonie. Trudno powiedzieć, czy Marc-Antonio jest bardziej perfumiarzem, czy historykiem. Obie pasje łączy w sposób niepowtarzalny, osiągając nadspodziewanie dobre efekty. Tylko na czym właściwie miałoby polegać połączenie historii z perfumiarstwem?
Lata badań nad historią prowadzone równolegle ze studiami perfumeryjnymi zainspirowały Korsykanina do próby stworzenia dzieła unikatowego, niemal niemożliwego do zrealizowania. Wyzwania, jakiego dotąd nie podjął się nikt. Na efekty przyszło poczekać. Nie był to czas w żadnym wypadku zmarnowany. Ostateczne dzieło, jakkolwiek cały czas rozwijane, jest kompletne. I - to nie przesada - genialne. Marc-Antonio Corticchiato zaprezentował kolekcję perfum, które odzwierciedlają historię. Perfum, które przenoszą w inny wymiar. Perfum, w których flakonie zaklęto ducha czasu.
Duch historii
Co zatem zawiera słynna kolekcja korsykańskiego artysty? Zwiedzanie zacząć warto od Eau de Gloire, "wody chwały". To zapach, który przenosi w realia Francji z czasów Napoleona. To także hołd złożony cesarzowi. Następnie warto wybrać się ścieżką wyznaczoną przez Eau de Suave, do świata widzianego oczami Józefiny, małżonki Napoleona. A dalej? Dalej kierunek zwiedzania jest dowolny.
Cuir Ottoman symbolizuje krainę "Baśni tysiąca i jednej nocy", Equistrius - Starożytnego Rzymu, Fougere Bengale - Indie Brytyjskie z czasów królowej Wiktorii. Iskander to natomiast skok w imperium Aleksandra Wielkiego, Osmanthus - do Państwa Środka, Yuzu Fou - Japonii, zaś Wazamba daje możliwość poczucia klimatu dawnej, jeszcze żyjącej w zgodzie z naturą Afryki.
To na pewno nie wszystkie kompozycje z oferty Parfum d'Empire, ale już te wystarczą, by przekonać się, o jak niesamowitą kolekcję pokusił się Marc-Antonio Corticchiato. Warto zapamiętać to nazwisko jeszcze z jednego powodu. Wbrew logice ceny poszczególnych zapachów z kolekcji Korsykanina wcale nie są wyraźnie wyższe od tych, za jakie dostępne są "popularne perfumy". Co więcej, to z pewnością najtańsza, a zarazem jedyna możliwa wycieczka w przeszłość, do czasów i miejsc, których od dawna już nie ma. A to bezcenne.
Duch zmian
Jaką przyszłość ma przed sobą projekt Corticchiato bądź inne, podobne? Trudno o optymistyczne prognozy. Jak większość "nieprzystosowanych", tak i perfumy wyłamujące się z kanwy popularności skazane są na los ciekawostki. Unikatu, który z czasem zostanie zapomniany. Z czasem, który w przyszłe zapachy tchnie siłę nowości, nowoczesności i młodości. Warto więc cieszyć się tymi przejawami oryginalności, które oferowane są nam dzisiaj, bo niedługo także i ich zabraknie.



