Nie wszystko róża...
Piękne kwiatowe kompozycje, aromaty róż, jaśminu budzą jak najlepsze skojarzenia. Warto jednak wiedzieć, że żaden producent perfum nie podaje do wiadomości wszystkich składników kompozycji. Ale - zostawiając póki co te "przemilczane" - już wśród tych, o których jest głośno, znajdują się substancje nieco intrygujące. Czasem wystarczy zajrzeć do encyklopedii, aby przekonać się, że "nie wszystko złoto, co się świeci". Choć może się to wydawać wręcz niemożliwe, w kompozycjach najlepszych nawet perfum znajdują się składniki - bądź co bądź - pachnące (eufemizm) nieco inaczej, niż można by się spodziewać. Co to za substancje i w jakim celu są wykorzystywane? Dwie spośród nich walczą o zaszczytny tytuł najohydniejszych spośród ohydnych.
Ssaki lądowe
Co łączy perfumy z gruczołami okołoodbytniczymi? Nic? A jednak. Przeglądając zwłaszcza podstawy kompozycji, warto zwrócić uwagę na piżmo. To bardzo często stosowany składnik, którego pochodzenie trudno byłoby uznać za - bądź co bądź - "pachnące różami". Warto wiedzieć (choć może, dla niektórych lepiej byłoby nie wiedzieć), że piżmo to nic innego jak wydzielina, którą pobiera się z gruczołów okołoodbytniczych między innymi piżmowca czy piżmaka. Brzmi (a jak inaczej!) pachnąco. Pachnąco amoniakiem, bowiem to właśnie amoniak najbardziej rzuca się w oczy (w nos?) po "wyizolowaniu" piżma. Dopiero z czasem, rozpuszczone w alkoholu piżmo staje się przyjazne człowiekowi. Po co więc stosować składnik, który nie dość, że jest trudno dostępny, to jeszcze nazwanie go śmierdzącym należałoby uznać za komplement? Ze względu na właściwości. Otóż piżmo to substancja stosowana przede wszystkim w celu utrwalenia zapachu. "Na pocieszenie" można jeszcze dodać, że piżmo naturalnego pochodzenia jest coraz rzadziej stosowane. Obecnie używa się przeważnie sztucznych odpowiedników, których uzyskanie nie wymaga - za przeproszeniem - dłubania piżmakom w tyłkach.
Ssaki wodne
Przyjemne? Rzecz gustu. Pamiętajmy, że są ludzie chcący pachnieć garażem czy mokrym praniem (kolekcja Comme des Garçons), może zatem i naturalne piżmo znalazło swoich zwolenników. Jeżeli jednak ktoś uważa, że gruczoły piżmaka to wciąż mało, może warto, by zainteresował się zaparciami wielorybów. Choć brzmi to jak niezbyt smaczny żart, wieloryby mają wiele wspólnego z kolejnym składnikiem bardzo często występującym w podstawach kompozycji. Metody pozyskiwania ambry, bo o niej właśnie mowa - podobnie jak piżma - trudno byłoby uznać za przyjemne.
Czym tak naprawdę jest ambra? Szarobrunatną, woskowatą substancją, którą wydobywa się z jelit kaszalotów. Powstaje najprawdopodobniej wskutek niestrawności bądź zaparć, jakich doświadcza wieloryb. Urocze, nieprawdaż? Żeby było jeszcze ciekawiej, naturalny zapach ambry porównuje się do końskiego potu czy też morza (w osłoniętej zatoce bez obiegu wody). Co nie zmienia faktu, że po czaso- i pracochłonnej obróbce ambra wykorzystywana jest do produkcji najlepszych perfum. To po raz kolejny zasługa wyjątkowych właściwości substancji.
W takim porównaniu zamsz (wyprawiona skóra) - równie częsty składnik kompozycji - zdaje się sprawiać całkiem przyjemne wrażenie.
Ku chwale konsumenckiej naiwności
Po co zatem wspominać o pochodzeniu piżma, czy ambry, skoro życie w nieświadomości z pewnością należałoby do wygodniejszych? Przede wszystkim po to, by walczyć z tendencją z założenia dla konsumentów zgubną. Coraz częściej informacje podane przez producenta traktuje się jak świętość - bez cienia zastanowienia. Bo po co, bo łatwiej itd. Tymczasem dobrze jest wiedzieć, za co płacimy. Może zatem potraktować to jako dalszą część opowieści z cyklu "Święty Mikołaj nie istnieje"? Można. Nawet gdyby dla niektórych perfumy miałyby już nigdy nie pachnieć tak samo. Cóż - życie.




