Dołącz do naszego forum
Wrzesień – bardziej nawet niż komunijny maj – jest miesiącem wydatków. Pieniędzy nigdy za wiele, a z końcem wakacji stają się jeszcze bardziej potrzebne niż dotychczas. Kredki, ołówki, piórniki, tornister... A wszystko to jeszcze nic w porównaniu z cenami podręczników, z którymi włącznie koszt wyprawki przekracza nierzadko tysiąc złotych. Co robić?
Tanie podręczniki
Jednoznacznej odpowiedzi nie ma. Tym, od czego warto jednak zacząć, jest próba zakupu książek na rynku wtórnym. Nie ma najmniejszych podstaw wierzyć nauczycielom indagującym o kupno nowych. Najlepiej za ich „bezinteresownym” pośrednictwem. Również nie wszystkie pozycje wskazywane przez nauczycieli trzeba kupować. Szczególnie ci „językowi” mają w zwyczaju podawać kilka różnych podręczników, zeszytów ćwiczeń, a do tego kolejnych zeszytów słówek i im podobnych, z których dziecko na lekcji ani w domu nie skorzysta ni razu.
Nie tylko zakupy
Cały problem w tym, że nie sposób z całą pewnością określić, które pozycje okażą się przydatne. I raz jeszcze warto sięgnąć po pomoc „starszych roczników” i podpytać je o upodobania nauczycieli. Ci ostatni z kolei przez czterdzieści i więcej lat pracy rzadko kiedy zmieniają którekolwiek ze swoich przyzwyczajeń.
W wypadku rodzeństw absurdem jest zakup dwóch egzemplarzy tego samego podręcznika. Mogą one przecież swobodnie wymieniać się książką w zależności od potrzeb. I choć podręczniki generują znaczną część kosztów szkolnej wyprawki, nie powinno się również przesadzać z innymi artykułami. Tylko w połowie zapisane zeszyty z poprzedniego roku z całą pewnością można „wykończyć” po wakacjach. Podobnie piórniki i tornistry – wystarczy nauczyć dziecko dbałości, by nie musieć kilka razy w roku wymieniać plecaka, worka na kapcie czy szkolnej odzieży.
Na ceny artykułów i koszty „szkolne” bardzo łatwo się narzeka. Zwłaszcza wówczas, gdy samemu nie robi się zupełnie nic, aby te ostatnie zredukować. A można przecież wiele – wystarczy zacząć od siebie, a dopiero w późniejszej kolejności narzekać.



