Dołącz do naszego forum
Prezes Kaczyński przegrał właśnie kolejną sprawę w sądzie. Tym razem przeprosić będzie musiał Polskie Stronnictwo Ludowe. Sam zaś konstatuje, że prowadzenie kampanii wyborczej na sali sądowej to kabaret. Czyżby? Każdy obiektywnie patrzący obserwator - mając na uwadze dwa przegrane przez PiS procesy o kłamstwa - z miejsca dojdzie do wniosku jednego: procesy te są kabaretem tylko i wyłącznie dlatego, że zabraniają szerzenia nieprawdy. Absurd? Ze wszech miar!
Kampania na sali sądowej
Jarosław Kaczyński goni w piętkę, samemu chyba nie widząc już dla siebie ratunku. Konkurencja na scenie politycznej nie próbuje jednak wykorzystać osłabienia przeciwnika w sposób merytoryczny - PO również zajmuje się nie tym, co naprawdę potrzebne, a medialną walką opozycją. Do czego to prowadzi? Do opóźnienia tempa zmian. Sąd zabronił przecież mówić, że w kraju nic się nie zmienia. Owszem, zmienia. Ale mogłoby zmieniać się szybciej. A gdyby ze sceny politycznej wyplenić polityków, ich miejsca obsadzając ekspertami typowanymi przez uniwersytety, politechniki i ośrodki naukowe i badawcze?
Z miejsca sens straciłyby starania o parytet. Upraszczając kolokwialnie: nie chodzi o to, by mieć w majtkach, ale w głowie. I dopóki politycy - tak jak obecnie - w głowach mają przede wszystkim dobro własne, a nie państwa, parytet warto chyba byłoby wprowadzić. "Skoro i tak nie ma z nich większego pożytku, to niech chociaż dzielą się po równo". Sytuacja - raz jeszcze - absurdalna.
Równouprawnienie szans
Walka o parytety tymczasem świadczy przede wszystkim o tym, że nie dążymy ani do doskonalenia rządu, ani do maksymalnego równouprawnienia. Równouprawnienia płci, jak i równouprawnienia szans. Najbardziej przecież zagorzałe obrończynie praw kobiet same deklarują swój sprzeciw wobec sztucznej regulacji podziałów płciowych Sejmu, całą kwestię wyjaśniając w ten sam sposób. Chcą w rządzie być za sprawą tego, co mają w głowach, a nie w majtkach. I to jedyny słuszny kierunek dla Polski.
Abstrahując oczywiście od jakiejkolwiek - broń dobry Boże! - agitacji politycznej, nie PO, nie PiS, nie PJN, nie PSL i nie Obywatele do Senatu, a ludzie inteligentni i mądrzy. Ludzie, z których celem jest działanie dla dobra państwa, nie zaś dobra własnego. Problem w tym, że władza zmienia. Bardzo szybko i diametralnie.
Spacer do urny - zwłaszcza w kontekście nadciągających wyborów - jest więc obowiązkiem każdego z nas. Choćby dlatego, żeby mieć moralne podstawy do narzekania na obecną sytuację.



