Dołącz do naszego forum
Niewielkie wymiary, zwrotność, oszczędne spalanie, duża widoczność – to wszystko były atuty Corsy, które z powodzeniem plasowały ją w segmencie aut miejskich. Najnowszy model – Opel Corsa D, którą miałem przyjemność przetestować – bardzo dużo zyskał, a przy tym niewiele stracił, co każe zastanowić się, czy nie „awansować” go do kategorii drogiej biżuterii, a nie typowo użytkowego samochodu. Szczególnie w kolorze jak testowany egzemplarz.
Egzemplarz pokazowy
Opel Corsa D w kolorze żółty oczoj***y, rok produkcji 2011, z silnikiem wysokoprężnym o pojemności 1,3 litra (dla formalności: przekładających się na 95 KM mocy) w wersji ecoFlex wart był – katalogowo – około 65 tysięcy złotych. Jak na auto miejskie to BARDZO dużo, ale cenę bardzo dokładnie wyjaśnia zastosowane wyposażenie.
Nie zabrakło tu systemu Start & Stop (automatycznie gaszącego silnik podczas postojów, o nim za moment), podgrzewanych foteli i koła kierownicy, elektrycznej regulacji lusterek i przednich szyb, nawigacji GPS, tempomatu (służy do utrzymywania stałej prędkości bez konieczności dotykania pedałów), systemów automatycznego sterowania pracą świateł i wycieraczek, a nawet skrętnych reflektorów, doświetlających drogę podczas pokonywania zakrętów. I jakkolwiek cena była – jak na samochód miejski – wysoka, tak wyposażenie – zaskakująco bogate.
1,3 CDTi ecoFlex
Silnik to swego rodzaju ewenement. Jego 95 KM – swoją drogą, ciekawe gdzie upchniętych – wystarczy jedynie osobom o sile ducha Dalajlamy, chociaż do codziennego przemieszczania się po mieście powinien być w sam raz. System Start & Stop (owszem, dający się wyłączyć) gasi silnik w momencie zatrzymania pojazdu i puszczeniu sprzęgła po uprzednim „zrzuceniu na luz”. Ponowne wciśnięcie sprzęgła automatycznie uruchamia silnik. Rozwiązanie to ma na celu oszczędność paliwa i rzeczywiście działa (pod warunkiem, że postój z wyłączonym motorem trwa co najmniej 20 sekund). Wbrew temu, co można by sądzić, system nie spowalnia znacząco pracy samochodu, nie ma więc obaw, że spod każdych świateł Corsa zbierze się jako ostatnia. Producent deklaruje spalanie rzędu 3,7 litra oleju napędowego na 100 kilometrów, co – zapewne – w jakichś szczególnych warunkach jest możliwe do osiągnięcia. W praktyce jednak spodziewać się należy co najmniej 4,5-5 litrów i to w cyklu mieszanym z wyraźnie zaznaczającą się przewagą jazdy „w trasie” nad jazdą po mieście.
Prowadzenie
Corsa D prowadzi się bardzo pewnie. Zaskakuje zwrotnością i stabilnością. Dopracowane zawieszenie tłumi nierówności (nawet te polskie), a przy tym nie grozi podpieraniem się lusterkami w zakrętach.. Fotele są wygodne i pozostawiają spory zakres regulacji – również w pionie, co jest szczególnie istotne w przypadku mniejszych wzrostem kierowców. Widoczność w każdym kierunku jest dostateczna, chociaż słupki po bokach przedniej szyby mogłyby być nieco mniej rozbudowane. Niemniej jednak parkowanie nie sprawia najmniejszych problemów.
Większość osób nie będzie narzekać na rozmiary bagażnika – wystarczy wyjąć niepotrzebną nikomu półkę, odsłaniającą tzw. drugie dno. Wówczas dostępna pojemność okaże się w stu procentach wystarczająca. A czy na tę akurat Corsę warto byłoby się zdecydować? To zależy od preferencji. Wysoka cena plasuje ją w kategorii modnej biżuterii, rozmiary – aut kompaktowych. System Start & Stop plasuje auto w kategorii wybitnie oszczędnych, silnik 1,3 – co zaskakujące – już nie do końca.
I jakkolwiek daleki jestem od odradzania zakupu nowego samochodu, tak w tym przypadku zastanowiłbym się chyba nad którąś z tańszych wersji Opla Corsy D zamiast najbogatszego „ecoFlex-a”.



